Menu główne:
ARTYKUŁY
Co nam zostało z tych lat? Upowszechnianie kultury w Polsce Ludowej - jego założenia, metody i skutki oceniane z perspektywy bliższej i dalszej.
Tekst niniejszy należy do gatunku tych, o których autorzy mówią: musiałem (-am) go napisać. Imperatyw wewnętrzny skłaniający mnie do zajęcia się problemem modelu systemu upowszechniania kultury odczułam po raz pierwszy w połowie lat 60., kiedy to nie znajdując zatrudnienia w wyuczonym zawodzie filologa klasycznego podjęłam pracę na stanowisku kierowniczki świetlicy w zakładzie przemysłowym średniej wielkości na peryferiach wielkiego miasta. Dowiedziałam się wówczas, że mam tam zaspokajać potrzeby kulturalne mas. Formułę tę poznaną dzięki poradnikom dla pracowników kulturalno - oświatowych, prasie i radiu słyszałam odtąd stale powtarzaną na różnego rodzaju zebraniach i szkoleniach organizowanych przez branżowy związek zawodowy, Centralną Radę Związków Zawodowych, wydziały kultury rad narodowych różnych szczebli, na zjazdach i konferencjach działaczy kulturalno - oświatowych.
Potrzeby kulturalne konkretnej załogi fabrycznej zaspokajać miałam w budynku od lat nie użytkowanym, ale kryjącym w swych zakamarkach ślady dawnej aktywności. Były to kufry pełne strojów ludowych i dzienniki zajęć - pamiątka po istniejącym tu na początku lat 50. zespole tanecznym - oraz kilka setek książek oprawionych w szary papier ale o nie rozciętych kartkach (czyli nigdy nie czytanych), zgromadzonych w tym samym okresie, kiedy to - jak mi powiedział mój szef - przewodniczący rady zakładowej - zakład otrzymywał je z "rozdzielnika". Program pracy świetlicowej, jaki opracowałam, kierując się zaleceniami władz związkowych przewidywał powołanie zespołów amatorskich, kółek zainteresowań, organizację imprez masowych. Wkrótce jednak się przekonałam, że żadna z grup zawodowych "mojej" fabryki - ani "umysłowi", ani "fizyczni", ani partyjni aktywiści inspirujący prowadzenie zajęć świetlicowych - nie uważa siebie za adresata takiego programu. Chętnych do korzystania ze świetlicy po prostu nie było. Konfrontując swoje spostrzeżenia z opiniami innych pracowników z podobnych placówek kulturalnych zorientowałam się, że brak frekwencji jest zjawiskiem nagminnym w zakładowych świetlicach i klubach. Mimo to wszystkie 'odgórne ' zarządzenia szły w kierunku zwiększenia operatywności tych placówek, a nie weryfikacji założeń podstawowych, to jest zbadania, czy istnieje zapotrzebowanie społeczne na tego rodzaju działalność.
Dzierżymir Jankowski w bardzo rzetelnie opracowanym studium socjologiczno - pedagogicznym domu kultury działającego w średnim polskim mieście w połowie lat 70. również odnotował wypowiedzi pracowników tego domu pesymistycznie oceniające stan uczestnictwa mieszkańców miasta w zajęciach kulturalno - oświatowych, ale potraktował je marginalnie jako wyraz zawężonego spojrzenia praktyków na cele domu kultury ("Praktycy bardzo często rozstrzygają poszczególne kwestie programowe, metodyczne i organizacyjne nie według celów społecznie istotnych, ale według intuicji lub nawyku zorientowanego na osiągnięcie powodzenia, pojętego nierzadko w sposób bardzo uproszczony - jako pomyślny przebieg działania będącego wartością samą w sobie." Stwierdzając nikły udział inteligencji twórczej w domu kultury i w innych instytucjach bezpośredniego uczestnictwa zauważył: "Zapewne nie bez znaczenia jest żywe w społeczeństwie polskim przeświadczenie, że instytucje te pełnią rolę "przedszkola" w edukacji kulturalnej społeczeństwa, a co za tym idzie, że są przeznaczone głównie dla dzieci i młodzieży". (Jankowski D., 1977). Do uwagi tej jeszcze wrócimy. Potrzeby i zainteresowania kulturalne społeczności lokalnej zainteresowały autora cytowanej monografii w kontekście ich znaczenia dla domu kultury, jako potencjalne źródło celów tej instytucji. Stwierdzając wszakże, że "cała działalność domu kultury splata się z działalnością polityczną" i jest "ogniwem frontu ideowo - wychowawczego" przyznawał, że zaspokajanie tych potrzeb nie jest celem jedynym, ani nawet głównym domu kultury. Mnie taka konstatacja nie wystarczała.
Zaobserwowany rozziew między faktycznym uczestnictwem w kulturze a dyrektywami określającymi pożądane formy tego uczestnictwa, formułowanymi w dodatku językiem strategii wojskowej , nie przystającym do mowy potocznej końca lat 60. skłoniły mnie do wnikliwego zbadania tego zjawiska. W efekcie, po przeanalizowaniu całej powojennej publicystyki z lat 1944 - 1956 i zapoznaniu się z komentarzami do dokumentów partyjnych i państwowych w ich fragmentach traktujących o sprawach kultury, z opiniami na temat potrzeb kulturalnych społeczeństwa (któremu zawsze towarzyszył przymiotnik "socjalistyczne") wyrażanymi przez przywódców państwowych, partyjnych i związkowych, publicystów, przedstawicieli środowisk twórczych i samego społeczeństwa (tzn. formułowanymi w jego imieniu) zrekonstruowałam model potrzeb kulturalnych funkcjonujący w polityce społecznej tamtego okresu.(Szulc W., 1977). Pierwszym recenzentem poświęconej temu zagadnieniu mojej rozprawy doktorskiej był prof. Stefan Żółkiewski, wybitny semiolog, w roku 1977 dyrektor Instytutu Badań Literackich, a w latach 1948 - 1952 minister nauki i szkolnictwa wyższego . Profesor ostro zareagował na cytowanie in extenso jego wypowiedzi z roku 1947 na temat kształtu polityki kulturalnej Uważał, że nie oddają sensu jego myśli, podobnie zresztą jak cytowane wypowiedzi Włodzimierza Sokorskiego z roku 1949 uwłaczają inteligencji tego polityka. Proponował nawet spotkanie z byłym przewodniczącym Radiokomitetu, który podobno był skądinąd bardzo sympatycznym mężczyzną . Rozmowie , która miała miejsce w dniu 11.marca 1977 r. w mieszkaniu Profesora w Warszawie przy Alei Róż 6 towarzyszył swoisty genius loci, wynikający z sąsiedztwa zamieszkałych w tym domu osób: na tablicy lokatorów widniały nazwiska Włodzimierza Sokorskiego, Jakóba Bermana, Natalii Gałczyńskiej. Profesor proponował mi umożliwienie dostępu do Archiwum Akt Nowych, w którym mogłabym - jak twierdził- zapoznać się z dokumentami pozwalającymi na obiektywną ocenę sytuacji wymuszającej takie a nie inne wypowiedzi ówczesnych decydentów. Wolałam jednak poprzestać na rekonstrukcji kształtu polityki kulturalnej widocznego w środkach masowego przekazu i za ich pośrednictwem narzucanego społeczeństwu. Z całą świadomością przedstawiłam tę politykę "z żabiej perspektywy", w tym wypadku z pozycji pracownika kulturalno - oświatowego najniższego szczebla, w dobrej wierze przyjmującego adresowane do niego dyrektywy. W konsekwencji Profesor zrezygnował z napisania oficjalnej recenzji, a ja tekst rozprawy , obfitujący w cytaty specyficznych wypowiedzi polityków i publicystów, które Michał Głowiński nazwał później "nowomową" , bez najmniejszego trudu zaczęłam publikować już w roku 1979 na łamach "Kultury i Oświaty", czasopisma, które zgodnie z nomenklaturą lat 90. należałoby określić jako "reżimowe" (nosiło podtytuł "Czasopismo wojskowych działaczy kultury"), ale nie tylko tam (Szulc W., 1979, 1980, 1985, 1986a, 1986b, 1986c, 1987).
Wspominam o tym, ponieważ Stefan Bednarek we Wstępie do znakomitej książki, dedykowanej Profesorowi Stanisławowi Pietraszce pt. Nim będzie zapomniana. Szkice o kulturze PRL-u (Bednarek S.{red} 1997) pisze m.in.: "Zniesienie cenzury i uwolnienie rynku wydawniczego zaowocowało licznymi publikacjami, które pozwoliły wypełnić różnorakie "białe plamy" w najnowszych dziejach. Odsłonięto wiele nieznanych faktów i ich polityczne podłoże", sugerując, zgodnie z powszechnym przekonaniem, że odsłanianie karykaturalnego pejzażu kultury socrealistycznej nastąpiło dopiero po roku 1989. Lektura tych szkiców po raz wtóry skłoniła mnie do refleksji na temat formułowania ocen dotyczących kultury "minionego okresu". Teksty Ewy Kofin ("Losy kultury muzycznej") i Adama Nobisa ("Między upowszechnianiem a oświecaniem") nie były dla mnie rewelacją, ponieważ przywoływane przez nich wypowiedzi Bieruta, Borejszy, Lissy, Sokorskiego, Żółkiewskiego w swoim czasie dokładnie przeanalizowałam. Zastanowiłam się natomiast nad ciekawym skądinąd i opartym na bogatej podstawie źródłowej tekstem Adama Palucha pt. "Nierealny świat realnego socjalizmu". Dlaczego? Hmm. Dlatego, że zawarte w nim ironiczne komentarze do utworów socrealistycznych w sposób idealny , zbyt idealny współgrają z "duchem epoki", w której zostały opublikowane (połowa lat 90., przypomnijmy),zupełnie tak samo, jak szydzenie z "Kobiety na szezlągu" Picassa (przykład formalizmu w sztuce!) przez Włodzimierza Sokorskiego w roku 1949 było całkowicie zgodne z ówczesnym sposobem formułowania ocen. Wiem, że merytorycznie to nie jest to samo, ale chodzi mi o ton arbitralności, o którą łatwo, gdy się stoi na bezpiecznej pozycji. Godne uwagi, albo śmieszne jest coś, co wykracza poza obowiązujący schemat, stereotyp, trwa dłużej, niż moment, w którym powstało, np. popularna w latach 50. pieśń masowa, rozpoznawalna bez słów, użyta jako podkład muzyczny reklamy kleju z roku 2002, albo scena z wiersza Juliana Przybosia pt. "Do poety z terminarzem" z roku 1954 jako żywo mająca swój odpowiednik w kultowym filmie Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru" ...Murarz Ozański z Huty mówił do pisarza:
Czego pan to co pisze, owija w gazetę?
I ludzie byli inni i wypadki nie te...
Nie chcą tego czytać, co się naprawdę nie zdarza.
Czego nic o tej cegle, co ją podrzucili
Rozpaloną, żebym łapy sparzył? (Por. Szulc W. 1986c)
A. Paluch "postawił pod ścianą" Andrzejewskiego, Broniewskiego, Gałczyńskiego, Jastruna, Szymborską, Tuwima, Ważyka za ich twórczość w duchu socrealizmu, ale przoczył np. ostrą krytykę, jakiej poddany został Konstanty Ildefons Gałczyński za autentycznie liryczny wiersz napisany w roku 1951 pod tytułem "List z Moskwy", za mało podniosły w tonie jak na tekst mówiący o stolicy Kraju Rad. (Por. Szulc W. 1977) Trudno jednak oskarżać kogoś o konformizm i jednocześnie wskazywać, że ten ktoś konformistą nie był.
Zgadzam się z prof. Bednarkiem, który w przywoływanym już Wstępie do "Szkiców o kulturze PRL-u" stwierdza, że nadal nie jesteśmy gotowi do podsumowania tego okresu. Zgadzam się, gdy pisze, że "pośpieszne i jednoznaczne wyroki potępiające en bloc wszystko, co ma peerelowską geneze, trudno uznać za takie podsumowanie" , ale nie jestem pewna,czy faktycznie w PRL-u nie było niczego, czego nie należałoby się wstydzić. Wątpliwość ta wynika między innymi z analizy ponad 300 wypowiedzi studiujących zaocznie nauczycieli i pielęgniarek "Na temat "Moje wejście w świat kultury". Osoby, wprawdzie niezbyt liczne, których dzieciństwo i młodość przypadały na późne lata 60. i 70. , zwłaszcza te pochodzące z małych miejscowości piszą z radością, satysfakcją a nawet dumą o swoim uczestnictwie w dziecięcych zespołach amatorskich, o wyprawach do teatru organizowanych przez zakład pracy rodziców, o majówkach i festynach Nikt nie pisze o zniewoleniu umysłu ani natręctwie propagandy. O tym po prostu zapomniano. Czytając te spontaniczne wypowiedzi zrozumiałam, dlaczego moja matka, z wykształcenia historyk, z urodzenia lwowianka, z przekonania nieprzejednany wróg komunizmu i sowietów przechowała mój dziecięcy rysunek wykonany w łódzkim domu kultury, na którym przedstawiłam transparent z napisem "5 lat mija" A pod nim karuzelę , a nad nim fajerwerki. Nieważne, że chodziło o święto z okazji rocznicy manifestu, o którym już dziś nikt nie pamięta. Ważna była spontaniczna radość dziecka . A placówki kulturalno - oświatowe w PRL-u, mimo ideologii zapisanej w ich statutach, po prostu wprowadzały dzieci w świat kultury. I one, jak się okazuje, o tym pamiętają.
Bibliografia
1. Bednarek S. (red.), Nim będzie zapomniana. Szkice o kulturze PRL-u. Profesorowi Stanisławowi Pietraszce, twórcy
studiów kulturoznawczych w dwudziestopięciolecie ich powstania na Uniwersytecie Wrocławskim. Wrocław 1997.
Wyd. Uniwersytet Wrocławski
2. Jankowski D., Dom kultury.. Studium socjologiczno - pedagogiczne. 1977
3. Szulc W. Model potrzeb kulturalnych w polityce kulturalnej Polski Ludowej w latach 1944 - 1956. Praca
doktorska napisana pod kierownictwem doc. dr hab. St. Pietraszki. Uniwersytet Wrocławski 1977.
Maszynopis w Bibliotece Uniwersyteckiej.
4. Szulc W. Model potrzeb muzycznych człowieka pracy epoki realizmu socjalistycznego. ZN PWSM we Wrocławiu
nr38B, Wrocław 1985, s. 14 - 19
5. Szulc W., Potrzeby kulturalne mas. Kult. i Ośw. 1986, nr 3, s. 32 - 36
6. Szulc W., U podstaw systemu kulturalno - oświatowego Polski Ludowej. Kult. i Osw. 1986 nr 1, s. 99 - 108
7. Szulc W., Model zapotrzebowania społecznego na literaturę w polityce społeczno - kulturalnej Polski Ludowej w
latach 1944 - 1956. Bibliotekarz 1986, nr 9/10, s.28 - 32